Producenci elektroniki uwielbiają składać wielkie obietnice. Zazwyczaj im większe urządzenie, tym głośniejsze zapowiedzi. Marka Sony ze swoim modelem głośnika bezprzewodowego ULT FIELD 5 postanowiła zagrać w otwarte karty. Obiecała dźwiękowe trzęsienie ziemi, które bez problemu zabierzemy ze sobą. Słowo „bez problemu” traktuję tutaj z lekkim przymrużeniem oka. Ten zawodnik waży bowiem ponad trzy kilogramy.
Postanowiłem sprawdzić, czy inżynierowie faktycznie dowieźli jakość, czy to jedynie urok marketingowych zaklęć. Zabrałem ten basowy ładunek w plener oraz do własnego salonu. Przed wami zapis moich starć z technologią, decybelami i sąsiedzką cierpliwością.
Sprzęt wygląda po prostu świetnie. Do testów trafiła mi się wersja czarna, ale przyznaję – bez opamiętania zakochany jestem w wariancie białym. Uważam, że pulsujące w rytm muzyki pierścienie z oświetleniem LED RGB prezentują się na jasnym tle znacznie bardziej zjawiskowo. Warto jednak pamiętać o głosach innych recenzentów, którzy słusznie zauważają, że jasna siatka materiałowa może szybko łapać plamy w warunkach polowych. Ja jednak nie miałbym z tym problemu.

Jeśli chodzi o mobilność, musimy postawić sprawę jasno:
Osobiście polecam ten głośnik w sytuacjach, w których nasza lokalizacja docelowa jest z góry zaplanowana. Wyjście na grilla ze znajomymi? Strzał w dziesiątkę. Piesze „podróżowanie” z nim po mieście? Po pewnym czasie staje się to po prostu męczące. Za to w domowych warunkach jego mobilność sprawdza się idealnie – można swobodnie przenosić go między pokojami, by umilić sobie prasowanie, czytanie magazynów, czy jakąkolwiek inną prozę codzienności.
Nie mam się do czego przyczepić. Jak na głośnik Bluetooth, jestem wręcz zaskoczony jakością odtwarzanego dźwięku. Urządzenie bezbłędnie zastąpiło mój dotychczasowy, średniej klasy zestaw głośników komputerowych, stając się moim codziennym towarzyszem podczas pracy zdalnej. Sprzęt komunikuje się przez Bluetooth 5.3 i wspiera kodeki: SBC, AAC oraz bezstratny LDAC. Trzeba jedynie pamiętać o jego ograniczeniach. To nie jest profesjonalny sprzęt estradowy. Przy maksymalnej głośności układ celowo i automatycznie ucina partie basu. Producent zastosował ten zabieg, by chronić przetworniki i zapobiegać zniekształceniom, dzięki czemu dźwięk nie charczy.
Głośnik posiada dedykowany przycisk ULT, który zmienia charakterystykę dźwięku. Opcja ULT1 zauważalnie pogłębia najniższe tony i dodaje im ciężaru, a ULT2 dodaje ogólnej „siły”, zwiększając nieco głośność. Osobiście zdecydowanie preferuję ULT2. Dźwięk wydaje się wyraźniejszy z perspektywy całej ścieżki utworu, a nie tylko wyeksponowanego basu. Pamiętajmy jednak, że to kwestia indywidualnych preferencji i wybranego gatunku muzycznego.

Zabrałem głośnik na dwa skrajnie różne wydarzenia plenerowe:
Sprzęt brzmi i wygląda świetnie, ale to oprogramowanie pozostawia niedosyt. Parowanie urządzeń. Pierwsze połączenie ze smartfonem przebiega wzorowo. Dopóki korzystamy z jednego źródła dźwięku, sprzęt łączy się automatycznie tuż po włączeniu głośnika. Schody pojawiają się przy dodawaniu kolejnego urządzenia. Choć głośnik obsługuje połączenia wielopunktowe, wyszukanie go na kolejnym sprzęcie z reguły nie udaje się za pierwszym razem, a inicjację trzeba często wymuszać przez aplikację Sound Connect. Funkcja jednoczesnego korzystania z dwóch połączonych urządzeń ma jeszcze inne tło. Podczas odtwarzania muzyki z laptopa moim drugim aktywnym sprzętem pozostaje smartfon. Wystarczy, że odblokuję jego ekran po otrzymaniu powiadomienia z aplikacji, która domyślnie używa dźwięku (np. Instagram), a głośnik natychmiast wstrzymuje utwór. Miało być wygodnie, a jest… trochę bez sensu. Zwykłe zerknięcie na smartfon nie stanowi przecież powodu, by przerywać słuchanie muzyki. Niewykluczone, że odpowiednia opcja kryje się gdzieś w ustawieniach aplikacji. Przyznaję jednak szczerze, że nie miałem ochoty jej szukać. Na co dzień i tak łączę głośnik wyłącznie z jednym urządzeniem.

Wygląda przestarzale i jest nieintuicyjna. Biorąc pod uwagę cenę urządzenia, gotowe profile muzyczne ULT1 oraz ULT2 (choć świetne!) to po prostu za mało. Przydałoby się więcej opcji dopasowanych do różnych stylów muzycznych. Aplikacje konkurencji często oferują bogatsze możliwości, lepszy UX, a niektóre nawet pozwalają na dzielenie się ustawieniami dźwiękowymi ze społecznością marki. Sony zostało pod tym względem nieco w tyle, a my chcemy przecież wyciągnąć sprzęt z pudełka i mieć natychmiastowe poczucie „good to go”.
Moja ocena to mocne 7,5/10. Sony ULT FIELD 5 to rzetelnie wykonany kawał sprzętu, który czaruje zbalansowanym, potężnym dźwiękiem i doskonałą baterią. Zdecydowanie polecam ten model osobom, które szukają głośnika idealnego zarówno do domu (gdzie z łatwością zastąpi mniejsze systemy audio), jak i na zaplanowane, kameralne spotkania ze znajomymi i rodziną w plenerze.
