Jeśli myślisz, że chińska motoryzacja to nadal tylko tanie podróbki, to zapnij pasy, bo ten samochód wywróci twój światopogląd do góry nogami niczym rasowy rollercoaster. Jaecoo 7 AWD w wersji spalinowej wjeżdża na salony z taką pewnością siebie, jakby od lat rozdawał tu karty, a jego ostre linie obiecują tyle samo stylu, co terenowej zabawy.
Zacznijmy od tego, że ten wóz wygląda po prostu rewelacyjnie, emanując masywną, niemal czołgową bryłą, która natychmiast budzi respekt na drodze. Z przodu wita nas potężny, pionowy grill, który wygląda jak klatka na groźną bestię, a towarzyszą mu wąskie, drapieżne reflektory LED, dodające całości futurystycznego sznytu. Z profilu Jaecoo 7 prezentuje się niezwykle proporcjonalnie i czysto, głównie dzięki modnym, chowanym klamkom oraz płaskiej linii dachu, która opada w iście brytyjskim stylu. Tył to z kolei popis minimalistycznej elegancji, gdzie główną rolę gra szeroka listwa świetlna i masywny zderzak, idealnie domykające tę geometryczną kompozycję. Jego wymiary: samochód mierzy dokładnie 4500 mm długości, 1865 mm szerokości oraz 1680 mm wysokości, przy rozstawie osi wynoszącym 2672 mm.

Po otwarciu drzwi trafiamy do kabiny, która krzyczy nowoczesnością i puszcza oko do segmentu premium. Kierownica to mięsisty, świetnie leżący w dłoniach wieniec z płaskim dołem i klasycznymi, fizycznymi przyciskami, co jest prawdziwym błogosławieństwem w erze dotykowej psychozy. Tuż za nią kryją się czytelne, cyfrowe zegary, które przekazują tylko najważniejsze informacje, nie atakując kierowcy zbędnymi fajerwerkami graficznymi. Deska rozdzielcza jest minimalistyczna, narysowana poziomymi liniami, które optycznie poszerzają i tak już przestronną kabinę. Gwiazdą tego przedstawienia jest jednak absurdalnie wielki, pionowy ekran centralny o przekątnej 14,8 cala, który działa płynnie niczym najnowszy tablet i stanowi centrum dowodzenia całym autem. Pomiędzy fotelami wyrasta z kolei potężny, podwyższony tunel środkowy z mnóstwem schowków, miejscem na bezprzewodowe ładowanie smartfona i surowym, industrialnym wybierakiem kierunku jazdy.

Materiały użyte do wykończenia kabiny to kolejny pstryczek w nos dla zadufanej w sobie europejskiej konkurencji, bo twórcy odrobili lekcje z jakości na szóstkę. Na desce rozdzielczej znajdziemy sporo miękkich tworzyw i eleganckich przeszyć, które skutecznie maskują obecność twardszych plastików w niższych partiach kokpitu. Kierownica została obszyta bardzo przyjemną w dotyku tapicerką ze skóry ekologicznej, która nie ślizga się w dłoniach nawet podczas bardziej nerwowych manewrów na zatłoczonym podziemnym parkingu. Fotele z kolei są mega wygodne, obite miękką, perforowaną sztuczną skórą, która w tej wersji jest nie tylko podgrzewana, ale i wentylowana. Całość sprawia wrażenie solidnie zmontowanej układanki, w której kompletnie nic nie trzeszczy, a użyte materiały w żaden sposób nie przypominają tanich zabawek z odpustu.

Pod maską tego czołgu bije poczciwe, w pełni spalinowe serce w postaci benzynowego silnika 1.6 T-GDI, który generuje rozsądne 147 koni mechanicznych. Nie jest to sportowy demon prędkości wciskający gałki oczne w potylicę, ale charakterystyka pracy tej jednostki w połączeniu z siedmiobiegową, dwusprzęgłową skrzynią DCT i napędem na cztery koła zapewnia bardzo płynne i przewidywalne nabieranie prędkości. Jeśli chodzi o apetyt na paliwo, to w miejskiej dżungli trzeba przygotować się na to, że Jaecoo wypije około 8 do 10 litrów na setkę, bo w końcu prawa fizyki są nieubłagane dla ciężkiego SUV-a z napędem AWD. W trasie jest znacznie lepiej, a przy spokojnej jeździe autostradowej komputer pokładowy wskaże okolice 7,5 do 8 litrów. Mając do dyspozycji 57-litrowy zbiornik paliwa, realny zasięg na jednym tankowaniu oscyluje w granicach 600-700 kilometrów, co w zupełności wystarcza na bezstresowe planowanie wakacyjnych wojaży bez nerwowego poszukiwania stacji benzynowej.

Wrażenia z jazdy po mieście to czysta przyjemność, głównie dzięki świetnej widoczności, wysokiej pozycji za kierownicą i potężnemu prześwitowi wynoszącemu 200 mm, który sprawia, że warszawskie krawężniki i dziury stają się jedynie drobnymi niedogodnościami. Zawieszenie zestrojono zdecydowanie z myślą o komforcie, więc samochód przyjemnie i sprężyście wybiera nierówności, nie przyprawiając pasażerów o wstrząs mózgu na studzienkach kanalizacyjnych. W trasie Jaecoo 7 AWD zaskakuje bardzo dobrym wyciszeniem kabiny, co sprawia, że nawet przy autostradowych prędkościach można słuchać muzyki w doskonałej jakości bez podnoszenia głosu. W szybszych zakrętach czuć jednak jego masę i wysokość, a układ kierowniczy jest nastawiony bardziej na relaks niż na sportowe doznania, delikatnie przypominając kierowcy, że to luksusowy krążownik, a nie maszyna na tor wyścigowy.

Chińscy inżynierowie wrzucili do tego auta chyba wszystkie możliwe kody na nieśmiertelność i systemy wsparcia, jakie udało im się do tej pory wymyślić. Na pokładzie znajdziemy pełen pakiet aktywnych asystentów kierowcy, w tym świetnie i płynnie działający adaptacyjny tempomat, czujnego asystenta utrzymania pasa ruchu oraz system monitorowania martwego pola. Absolutnym hitem jest system kamer 540 stopni, który oferuje funkcję „przezroczystego podwozia”, co jest bajerem nie tylko na błotnistych szlakach, ale przede wszystkim podczas ucieczki z zastawionego wózkami parkingu pod marketem. Do tego dochodzi bardzo wyraźny wyświetlacz przezierny HUD na przedniej szybie i zaawansowane systemy ostrzegające o kolizji, które potrafią być odrobinę nadopiekuńcze, ale ostatecznie dbają o to, byś nie zarysował swojego nowego, błyszczącego cacka.

Zbierając to wszystko do kupy, Jaecoo 7 AWD to samochód, który z uśmiechem na ustach burzy tradycyjny porządek rynkowy, oferując świetny, męski, kanciasty design, niesamowicie bogate wyposażenie i naprawdę pierwszorzędne wykończenie wnętrza. Jego największymi zaletami są wysoki komfort podróżowania, imponująca, długa jak paragon z Ikei lista pokładowej elektroniki i wszechstronny napęd na cztery koła, a to wszystko spakowane w nadwozie, za którym po prostu chce się obejrzeć. Za tę przyjemność w topowej, w pełni spalinowej wersji Offroad z napędem na obie osie trzeba zapłacić od. 130 000 złotych. No i w końcu nie bez powodu Jaecoo 7 sprzedaje się jak gorące bułeczki.
