Nowa odsłona flagowej serii to technokratyczny pokaz siły, który ma ambicję pogodzić audiofilskie zacięcie z codzienną, bezwzględną funkcjonalnością.
Seria bezprzewodowych konstrukcji wokółusznych od Sony zapisała się w historii technologii użytkowej złotymi zgłoskami, regularnie spędzając sen z powiek inżynierom z Bose oraz Apple. Poprzednie generacje, choć niemal idealnie eliminowały hałas otoczenia, polaryzowały jednak środowisko recenzentów ze względu na specyficzne, wręcz duszne i przesadnie basowe strojenie fabryczne oraz wszechobecny plastik. Model oznaczony jako The Collexion wjeżdża na rynek w trudnym momencie, kiedy konsumenci są już nieco znużeni corocznymi kosmetycznymi liftingami i oczekują realnego przełomu w kwestii czystości brzmienia.

Zabawę zaczynamy od rozpakowania tekturowego, ekologicznego opakowania, które wewnątrz skrywa usztywniane etui obite matową tkaniną z magnetycznym zatrzaskiem. Rozwiązanie to jest o tyle wygodne, że eliminuje tradycyjny zamek błyskawiczny, który w poprzednikach potrafił zaciąć się w najmniej odpowiednim momencie. W środku, oprócz samych słuchawek, producent dorzuca standardowy przewód audio zakończony obustronnie wtykiem mini-jack oraz minimalistyczną dokumentację, ostentacyjnie ignorując potrzebę dorzucenia zasilacza sieciowego. Sama bryła słuchawek prezentuje się niezwykle monolitycznie i ascetycznie, charakteryzując się zaoblonymi liniami muszli, które mierzą 220 mm wysokości, 160 mm szerokości oraz 85 mm głębokości. Konstrukcja waży 255 gramów i została wykonana z gęstego, matowego tworzywa, które w dotyku przypomina satynę, uzupełnionego o miękką sztuczną skórę na pałąku i poduszkach. Choć ergonomia stoi na wysokim poziomie, a nacisk na głowę rozkłada się równomiernie.

W kwestii reprodukcji dźwięku Sony zdecydowało się na odważny krok, rezygnując z dotychczasowej, mocno rozrywkowej sygnatury na rzecz zdecydowanie bardziej zrównoważonego pasma. Nowy, dopracowany przetwornik współpracuje tutaj z duetem procesorów V3 oraz QN3, co przekłada się na zaskakująco klarowne, wręcz analityczne odwzorowanie średnich i wysokich częstotliwości. Naturalna emisyjność wokali oraz szeroka scena dźwiękowa pozwalają bez trudu zlokalizować poszczególne instrumenty w przestrzeni, co jest miłą odmianą po nieco „zbitym” dźwięku z modelu XM5. Słuchawki w pełni wykorzystują potencjał przesyłu bezprzewodowego za sprawą kodeka LDAC, a algorytm DSEE Ultimate sprawnie radzi sobie z wygładzaniem artefaktów w mocno skompresowanych plikach strumieniowych. Ciekawostką jest dedykowany przycisk na obudowie, który pozwala na natychmiastowe przejście w tryb trójwymiarowej konwersji audio. Do dyspozycji oddano tryb muzyczny imitujący salę koncertową, kinowy podbijający dynamikę wybuchów oraz tryb dla graczy, który wyostrza pasmo odpowiedzialne za kroki i komunikaty głosowe, co zadowoli osoby szukające uniwersalnego akcesorium domowego.

Aktywna redukcja hałasu realizowana jest przy pomocy procesora QN3 oraz aż dwunastu zintegrowanych mikrofonów, które nieustannie sondują środowisko zewnętrzne w poszukiwaniu niepożądanych częstotliwości. Układ ten działa bezlitośnie dobrze, skutecznie odcinając pasażera od uciążliwego buczenia silników odrzutowych czy miejskiego gwaru, dystansując w tym aspekcie konkurencję od Bose. System inteligentnej optymalizacji na bieżąco koryguje ciśnienie wewnątrz muszli, co zapobiega nieprzyjemnemu uczuciu zatkanych uszu podczas podróży. Tryb przepuszczalności otoczenia działa poprawnie i bez wyraźnych cyfrowych szumów, pozwalając na swobodną interakcję ze światem bez konieczności zdejmowania słuchawek. Reakcja na głos podczas rozmów telefonicznych również uległa poprawie dzięki sześciu mikrofonowym modułom beamforming sterowanym przez sztuczną inteligencję. System ten precyzyjnie wycina hałas tła, pozostawiając głos użytkownika czytelnym nawet podczas wietrznej pogody, a szybkie wyciszenie z poziomu obudowy pozwala zachować pełną kontrolę nad konwersacją.

Oprogramowanie zarządzające ukryte pod postacią aplikacji Sound Connect daje użytkownikowi potężne narzędzie w postaci dziesięciopasmowego korektora graficznego, który pozwala okiełznać fabryczne strojenie według własnego uznania. Zaimplementowano tu także funkcję śledzenia ruchów głowy, która dynamicznie przesuwa źródło dźwięku w zależności od pozycji użytkownika, co docenią zwłaszcza miłośnicy seansów filmowych na tabletach. Za stabilność połączenia bezprzewodowego odpowiada nowoczesny moduł Bluetooth 6.0 z obsługą LE Audio, dzięki czemu opóźnienia przesyłu sygnału są praktycznie niezauważalne dla ludzkiego oka i ucha. Funkcja Multipoint działa bez zarzutu, pozwalając na jednoczesne sparowanie z dwoma urządzeniami i płynne przełączanie sygnału na przykład z komputera na telefon w momencie nadejścia połączenia. Dodatkowo obecność systemów Fast Pair i Swift Pair sprawia, że proces wstępnej konfiguracji na urządzeniach z systemem Android lub Windows trwa zaledwie kilka sekund.

Czas pracy na jednym ładowaniu wynosi deklarowane 24 godziny z nieustannie włączonym systemem redukcji szumów, co plasuje ten model w rynkowej czołówce i pozwala zapomnieć o ładowarce na czas kilkudniowej delegacji. W sytuacji awaryjnej zaledwie pięć minut spędzonych pod kablem USB typu C pozwala na odzyskanie energii potrzebnej na półtorej godziny ciągłego odtwarzania muzyki. Wielką zaletą konstrukcji jest możliwość swobodnego korzystania ze słuchawek w trakcie uzupełniania ogniwa, co eliminuje problem przestojów w pracy biurowej, który tak często irytuje w tańszych konstrukcjach konkurencji.

Sony WH-1000X The Collexion to produkt niezwykle dojrzały, który z powodzeniem naprawia większość grzechów swoich poprzedników, oferując znacznie bardziej zrównoważone, studyjne brzmienie oraz niedoścignione ANC. Słuchawki te polubią przede wszystkim osoby szukające bezkompromisowego narzędzia do pracy w głośnych przestrzeniach biurowych oraz częstych podróży. Sprzęt zadebiutował na polskim rynku w cenie 2699 złotych.
