Zastanawiasz się pewnie, po co komu miejski crossover z przyspieszeniem Ferarri i skandynawskim rodowodem. Uwierz mi, ten niepozorny elektryk zrzuci Ci kapcie z nóg szybciej, niż zdążysz wypowiedzieć słowo „IKEA”.
Zacznijmy od tego, że ten samochód wygląda jak gadżet, który zrodził się z miłości nowoczesnego smartfona do ascetycznego, skandynawskiego wzornictwa. Bryła jest zwarta, muskularna, ale jednocześnie niesamowicie czysta i pozbawiona zbędnych fajerwerków, które mogłyby zakłócić aerodynamikę. Z przodu wita nas całkowicie zabudowany, gładki panel z charakterystycznymi reflektorami przypominającymi młot Thora. Z boku linia dachu delikatnie opada ku tyłowi, a potężne, aerodynamiczne felgi wypełniają nadkola tak szczelnie, że auto wygląda, jakby było odlane z jednego kawałka metalu. Z tyłu projektanci zaszaleli z niezwykle interesującymi, dzielonymi światłami w technologii LED, które nadają tej pękatej, wręcz uroczej sylwetce drapieżnego i zadziornego charakteru. Jeśli chodzi o to, ile miejsca zajmiesz na parkingu pod modną, wegańską kawiarnią, wymiary są idealnie skrojone do miasta. Ten mały szwedzki mocarz mierzy dokładnie 4233 milimetry długości, 2032 milimetry szerokości razem z rozłożonymi lusterkami oraz 1549 milimetrów wysokości, przy zachowaniu bardzo przyzwoitego rozstawu osi wynoszącego 2650 milimetrów.

Jeśli po otwarciu masywnych drzwi zaczniesz szukać tradycyjnych zegarów przed nietypową, lekko spłaszczoną na dole i na górze kierownicą, to mam dla Ciebie niespodziankę, bo ich tam po prostu nie ma. Deska rozdzielcza jest tak minimalistyczna, że mogłaby służyć za wzór w klasztorze zen, pozwalając w pełni skupić się na drodze. Jedynym i niekwestionowanym centrum dowodzenia jest pionowo zorientowany, 12,3-calowy ekran dotykowy, który przejął absolutnie wszystkie funkcje życiowe auta, od wyświetlania prędkościomierza po regulację lusterek bocznych. Cały design opiera się na prostocie oraz sprytnym zarządzaniu przestrzenią, co szczególnie widać poniżej kokpitu. Pomiędzy fotelami zagościł genialnie zaprojektowany tunel środkowy skrywający wysuwane szufladki i mnóstwo wolnego miejsca, co stało się możliwe, ponieważ głośniki powędrowały w całości na podszybie w formie designerskiego soundbara.

Zapomnij o nudnych, skórzanych fotelach, bo inżynierowie Volvo postawili na recykling w najbardziej wysublimowanym i stylowym wydaniu, jakie można sobie wyobrazić w motoryzacji. Tapicerka zdobiąca deskę rozdzielczą to zachwycająca wzrokowo i dotykowo mieszanka przetworzonego dżinsu i lnu, która nadaje kabinie zupełnie unikalnego klimatu. Na nowoczesnej kierownicy nie znajdziesz już krowiej skóry, zastąpiono ją bowiem innowacyjnymi, trwałymi materiałami syntetycznymi, które wybornie leżą w dłoniach i nie powodują wyrzutów sumienia podczas manewrowania. Fotele, które dbają o nasze plecy i trzymają w zakrętach lepiej niż ulubiony mebel wypoczynkowy w salonie, obite są oddychającą mieszanką szlachetnej wełny oraz poliestru pochodzącego z odzysku, dzięki czemu całe wnętrze pachnie nie plastikiem, a nowoczesnością z domieszką modnego butiku.

Teraz przejdźmy do tego, co tygryski lubią najbardziej, czyli napędu, ponieważ odmiana P8 AWD, znana pod oficjalną nazwą Twin Motor Performance, to absolutny, bezkompromisowy potwór. Dwa potężne silniki elektryczne generują łącznie abstrakcyjne 428 koni mechanicznych oraz 543 niutonometrów momentu obrotowego, co pozwala katapultować to niewielkie auto do setki w absurdalne 3,6 sekundy, gniotąc organy wewnętrzne i wyrywając kierownicę z rąk. Zasięg na papierze w cyklu WLTP wynosi solidne 460 kilometrów, co jest zasługą pojemnej baterii o wartości 69 kilowatogodzin, choć oczywiście prawa fizyki bywają nieubłagane podczas radosnego wciskania pedału gazu w podłogę. Zużycie energii w mieście przy rozsądnym, płynnym operowaniu prawą stopą oscyluje wokół 16 do 18 kilowatogodzin na sto kilometrów, co jest bardzo dobrym wynikiem. Z kolei gdy wjedziesz na autostradę i zaczniesz połykać kilometry, spalanie energii bez większego problemu poszybuje powyżej 24 kilowatogodzin, wymagając częstszych wizyt pod ładowarką. Mimo to charakterystyka pracy całego układu jest aksamitnie liniowa, całkowicie bezszelestna i na tyle brutalna, że wyprzedzanie sznura ciężarówek na drodze krajowej przypomina szybką teleportację z punktu A do punktu B.

Codzienna jazda modelem EX30 po zatłoczonej i ciasnej metropolii to czysta, niczym niezmącona poezja, w której pierwsze skrzypce grają świetna zwrotność oraz natychmiastowa reakcja silników na gaz. Zawieszenie zestrojono w punkt, jest przyjemnie sprężyste, więc nie poczujesz się jak na pokładzie rozbujanego statku, a jednocześnie z godnością i bez niepotrzebnych stuków wyłapuje zapadnięte miejskie studzienki czy agresywne progi zwalniające. Kiedy postanowisz uciec z miasta i wyjedziesz na trasę szybkiego ruchu, szwedzki maluch okazuje się niezwykle dojrzały i stabilny. Niski środek ciężkości uzyskany dzięki umieszczeniu baterii w podłodze sprawia, że nawet w bardzo szybko pokonywanych łukach Volvo jedzie jak przyklejone do asfaltu za pomocą gigantycznego magnesu, dając kierowcy poczucie całkowitej pewności i kontroli.

Jak na prawilne Volvo przystało, ten niewielki elektryk jest naszpikowany innowacyjnymi systemami wsparcia tak bardzo, że momentami można się poważnie zastanawiać, kto tu tak naprawdę pełni funkcję kierowcy. Na pokładzie gości zaawansowana technologia Safe Space, która nieustannie skanuje otoczenie i niczym nadopiekuńczy stróż prawa dba o to, aby nikt nie zrobił sobie krzywdy, łącznie z czujnikiem ostrzegającym przed otwarciem drzwi wprost pod nadjeżdżającego rowerzystę. Do naszej dyspozycji oddano również genialnie działający układ Pilot Assist, który potrafi nie tylko płynnie utrzymywać bezpieczną odległość na autostradzie, ale także wspiera w zmianie pasów ruchu. Parkowanie w ciasnych uliczkach to dosłownie dziecinna zabawa, a dba o to rewelacyjny system kamer 360 stopni z interfejsem 3D oraz asystent Park Pilot, który samoczynnie wpasuje auto w wybrane miejsce postojowe. Oczywiście w kwestii bezpieczeństwa nie mogło zabraknąć pięciu gwiazdek w testach Euro NCAP, udowadniających wszem i wobec, że najmniejsze w gamie auto również może być bezpieczną, niezdobytą twierdzą.

Elektryczne Volvo EX30 w topowej wersji P8 AWD to wehikuł pełen wspaniałych paradoksów, fenomenalnie łączący kompaktową, praktyczną naturę z morderczymi osiągami rasowego bolidu. Do jego niepodważalnych zalet należy zaliczyć rewolucyjny, ascetyczny wręcz design wnętrza, przyjazne dla planety materiały wysokiej klasy oraz osiągi, które zawstydzają niemal wszystko, co stanie na sąsiednim pasie z włączonym silnikiem spalinowym. Decydując się na ten wóz, musisz jednak przygotować się na solidny uszczerbek w budżecie. Za wersję Twin Motor Performance w bogatej specyfikacji wyposażeniowej Ultra trzeba zapłacić obecnie co najmniej 239 900 złotych, a dokładając kilka bajerów, bez trudu przekroczysz próg ćwierć miliona. Mimo tego to fenomenalna zabawka dla gadżeciarza ceniącego styl i chcącego regularnie, w pełnej ciszy, oglądać w tylnym lusterku zdziwione miny innych uczestników ruchu drogowego.
