Jeśli myślisz, że w świecie kompaktowych crossoverów widziałeś już wszystko i nic cię nie zaskoczy, to OMODA 5 zamierza udowodnić ci, jak bardzo się mylisz. Przygotuj się na spotkanie z samochodem, który na ulicy wygląda jak milion dolarów, a w salonie kosztuje tyle, że twój osobisty księgowy w końcu przestanie płakać.
Kiedy patrzysz na Omodę 5 z przodu, masz wrażenie, że to rekwizyt skradziony z planu filmu science-fiction, głównie za sprawą potężnego grilla, który przypomina gwiezdny pył, oraz wąskich, drapieżnych świateł do jazdy dziennej, patrzących na świat z wyższością. Z boku sylwetka uderza w modne tony coupe-SUV-a, oferując opadającą linię dachu, wyraźne przetłoczenia nadające karoserii muskulatury i efekt lewitującego dachu dzięki poczernionym słupkom. Tył to z kolei pokaz nowoczesnej dynamiki, z pięknie nakreśloną, świetlną listwą LED biegnącą przez całą szerokość klapy i agresywnie wystylizowanym zderzakiem, który udaje, że chowa pod spodem potężny dyfuzor. Jej dokładne wymiary to 4400 mm długości, 1830 mm szerokości oraz 1588 mm wysokości.

Po otwarciu drzwi od razu łapiesz za świetnie leżącą w dłoniach, lekko spłaszczoną u dołu kierownicę, która aż prosi się, by zabrać ją na kręte drogi. Bezpośrednio za nią znajdują się w pełni cyfrowe zegary, które płynnie łączą się z centralnym ekranem systemu multimedialnego w jedną, ciągłą taflę o przekątnej ponad dwudziestu cali, dominującą nad minimalistyczną deską rozdzielczą. Sama deska została zaprojektowana tak, aby nie przytłaczać ilością fizycznych przycisków, zostawiając mnóstwo przestrzeni dla oka i budując atmosferę nowoczesnego salonu. Pomiędzy fotelami wyrasta potężny, wysoko poprowadzony tunel środkowy, na którym znajdziesz genialnie schowaną ładowarkę indukcyjną i schowki, w których zmieścisz połowę swojego życia.

Wsiadając do środka, szybko orientujesz się, że chińscy projektanci odrobili lekcje z europejskich standardów premium, bo materiały są po prostu świetne. Deska rozdzielcza obszyta jest miękkimi w dotyku materiałami, które ustępują miejsca starannie wkomponowanym wstawkom z przyjemnej w dotyku ekoskóry, nie wydzielając przy tym żadnych niepokojących zapachów fabryki. Ta sama wegańska skóra bardzo szczelnie otula kierownicę, dając poczucie solidności przy każdym manewrze, a co najważniejsze, jest niezwykle przyjemna dla rąk nawet w chłodne poranki. Fotele o zintegrowanych zagłówkach, puszczające oko w stronę motorsportu, pokryto równie atrakcyjną tapicerką ze sztucznej skóry, która jest miękka, sprężysta i łatwa w utrzymaniu czystości, nawet jeśli zjesz na nich niejednego fast fooda.

Pod maską nie znajdziesz żadnych kabli o grubości ramienia ani gniazdek do ładowania, bo to poczciwa, czysto spalinowa jednostka 1.6 TGDi o mocy 147 koni mechanicznych, która robi dokładnie to, co do niej należy. Silnik sprzęgnięto z siedmiobiegową przekładnią dwusprzęgłową, która podczas normalnej jazdy gładko żongluje przełożeniami, choć przy gwałtownym wciśnięciu gazu lubi się chwilę zastanowić, zanim wyśle moment obrotowy na przednie koła. Jeśli chodzi o apetyt na bezołowiową, w gęstym ruchu miejskim musisz liczyć się ze spalaniem rzędu 8 do 9 litrów na setkę, ale gdy wyjedziesz w trasę, komputer pokładowy z radością wyświetli wynik w okolicach 6,5 litra. Przy zbiorniku paliwa o pojemności 51 litrów daje to całkiem przyzwoity zasięg rzędu 600 kilometrów bezstresowej jazdy, co w dobie elektryków jest wynikiem godnym pochwały.

W mieście Omoda 5 czuje się jak ryba w wodzie, jest zwinna, chętnie zmienia pasy, a jej zawieszenie świetnie filtruje mniejsze nierówności, nie pozwalając, by plomby powypadały ci z zębów na dziurawym asfalcie. Kiedy jednak wyrwiesz się z miejskich korków na autostradę, samochód nabiera powagi, pewnie trzymając się obranego kursu i zaskakując bardzo przyzwoitym wyciszeniem kabiny, w której można spokojnie rozmawiać bez podnoszenia głosu. W zakrętach czuć nieco wyżej położony środek ciężkości, więc nie jest to maszyna do bicia rekordów na torze, ale do płynnego i bezpiecznego połykania kolejnych kilometrów nadaje się wprost idealnie. Widoczność do przodu jest rewelacyjna, choć przez ten piękny, opadający tył manewrowanie do tyłu na tzw. „czuja” wymaga nieco wprawy, ale od tego masz przecież armię elektronicznych pomocników.

Jeśli uwielbiasz nowoczesne technologie, to w tym samochodzie poczujesz się jak dziecko w sklepie z zabawkami, bo producent upchnął tu systemy wsparcia, których mogłyby pozazdrościć dużo droższe marki. Aktywny tempomat trzyma dystans z chirurgiczną precyzją, asystent pasa ruchu dyskretnie pilnuje, byś nie wylądował w rowie, a system kamer 360 stopni to absolutny majstersztyk, który generuje obraz w jakości wyższej niż niejeden nowy telewizor, pozwalając na parkowanie na milimetry. Samochód bezprzewodowo dogaduje się z Apple CarPlay i Android Auto, więc twoje ulubione playlisty zawsze są pod ręką, a wszechobecne systemy radarowe czuwają nad martwym polem i awaryjnie zahamują, gdy zagapisz się na ładnego pieszego. Wszystko to sprawiło, że w niezależnych testach zderzeniowych Euro NCAP Omoda zgarnęła maksymalne pięć gwiazdek, udowadniając, że za piękną buzią idzie też solidny pancerz ochronny.

Podsumowując to wszystko w jedną zgrabną pigułkę, Omoda 5 to dowód na to, że nie trzeba brać kredytu na całe życie, aby jeździć świetnie wyglądającym, nowoczesnym i świetnie wyposażonym SUV-em. Ma świetny design, (przypominający Lexusa) zaskakująco dobre materiały we wnętrzu, sprawdzony silnik spalinowy bez zbędnych hybrydowych komplikacji oraz pokładową elektronikę, która po prostu działa i pomaga na co dzień. Ceny startują w Polsce od około 115 500 złotych za wersję, która ma na pokładzie właściwie wszystko, co czyni ją jednym z najbardziej bezczelnych i opłacalnych kąsków na dzisiejszym rynku motoryzacyjnym.
