Kiedy myślisz o ambasadorach, zazwyczaj wyobrażasz sobie poważnych panów w drogich garniturach, ale tym razem dyplomatyczne salony opanowały urocze pyszczki, merdające ogony i miękkie łapki. Znana sieć handlowa postanowiła udowodnić, że wielogatunkowa rodzina to nie tylko pusty frazes, wykładając na stół potężne pieniądze i ruszając z misją, która ma szansę roztopić nawet najzimniejsze serca.
Polacy kochają zwierzęta do tego stopnia, że w europejskich statystykach przodujemy niczym rasowy chart na torze wyścigowym, goszcząc psa w niemal co drugim domu, a kota w ponad czterdziestu procentach gospodarstw. Skoro więc czworonogi to dla nas pełnoprawni członkowie rodzin, Kaufland postanowił połączyć siły z Towarzystwem Opieki nad Zwierzętami. Zamiast jednak poprzestać na zwykłym poklepywaniu się po plecach i wzniosłych hasłach, sieć ruszyła z konkretną akcją adopcyjną, przekazując dziewięćdziesiąt tysięcy złotych na bezpośrednie wsparcie sześciu wybranych schronisk. Za tę pokaźną kwotę zakupione zostały nie tylko solidne budy i miękkie legowiska, ale także specjalistyczny sprzęt medyczny, aby schroniskowym rezydentom niczego nie brakowało w trakcie oczekiwania na własnego, prywatnego człowieka.

Gwoździem programu jest bez wątpienia plejada wyjątkowych gwiazd, czyli dwudziestu czterech zwierzęcych ambasadorów, którzy dumnie i niezwykle fotogenicznie reprezentują wszystkich swoich kolegów w niedoli. Jak podkreślają organizatorzy, choć te konkretne urocze zwierzaki firmują kampanię swoimi pyszczkami na specjalnej stronie internetowej, prawdziwym celem jest promocja samej idei adopcji. Chodzi o to, by przypomnieć przyszłym opiekunom, że zabranie zwierzaka pod swój dach to nie chwilowy kaprys czy uroczy dodatek do salonu, lecz odpowiedzialna misja oparta na empatii i obietnicy długoterminowej troski.

Na tym jednak filantropijne zapędy się nie kończą, ponieważ handlowy gigant postanowił dodatkowo sięgnąć głęboko do kieszeni w imię psio-kociej przyjaźni. Do końca marca pięć procent z obrotu ze sprzedaży karmy marki własnej K-Carinura trafia bezpośrednio na konto TOZ-u, a żeby podbić stawkę, Kaufland hojnym gestem podwoił zebrane w ten sposób fundusze. Sieć dorzuciła od siebie okrągłe sto tysięcy złotych, co ostatecznie zamieniło się w imponującą kwotę dwustu tysięcy złotych zasilającą centralne struktury Towarzystwa. Wygląda więc na to, że kupowanie karmy podczas codziennych sprawunków jeszcze nigdy nie było tak lukratywnym interesem dla bezdomnych czworonogów.
