21.01.2026

TEST HYUNDAI TUCSON PHEV – Nowoczesny, kosmiczny, oszczędny

Zapomnijcie o nudnych SUV-ach, którymi Wasi rodzice jeżdżą na działkę. Nowy Hyundai Tucson to totalny „glow up” koreańskiej motoryzacji. To auto nie wjeżdża na rynek – ono robi wjazd z drzwiami, udowadniając, że rodzinny wóz może wyglądać jak wyjęty z gry Cyberpunk 2077.

Kiedyś Tucson był po prostu… poprawny. Takie auto, które kupowało się z rozsądku. Ale czwarta generacja zrywa z tym wizerunkiem, drąc stare zdjęcia. Dziś mamy do czynienia z maszyną, która idealnie wpisuje się w cyfrową erę. Oferta silnikowa to pełen wachlarz zelektryfikowanych opcji: od miękkiej hybrydy, przez klasyczną hybrydę (HEV), aż po testowany przez nas topowy wariant Plug-in (PHEV), czyli hybrydę z wtyczką. To auto dla tych, którzy chcą być eko, ale nie chcą rezygnować z frajdy.

Look, który kradnie show

Zacznijmy od tego, jak to auto wygląda, bo tutaj dzieje się magia. Hyundai nazwał ten styl „Parametryczną Dynamiką”, co w ludzkim języku oznacza: dużo ostrych krawędzi i geometrycznych szaleństw. Przód to absolutny sztos. Grill wygląda jak ciemny chrom, dopóki nie odpalisz silnika. Wtedy „ukryte światła” (Parametric Hidden Lights) rozbłyskują jak skrzydła anioła. Serio, na ulicy ludzie oglądają się za nim cześciej niż za autami premium. Z boku mamy ostre cięcia w kształcie litery „Z” i kanciaste nadkola, które krzyczą: „jestem gotowy na wszystko”. Tył też nie bierze jeńców. Listwa LED ciągnąca się przez całą szerokość i lampy przypominające kły drapieżnika robią robotę, zwłaszcza w nocy. Ciekawostka dla gadżeciarzy: logo Hyundaia jest zatopione w szybie, a wycieraczka schowana pod spoilerem – czysto, nowocześnie, bez zbędnych gratów. Wymiary? Urósł! 4,5 metra długości i prawie 1,9 szerokości. W porównaniu do obłej i grzecznej poprzedniej wersji, ten nowy wygląda jakby przypakował na siłowni i zrobił sobie tatuaże.

Witaj w centrum dowodzenia

Wsiadasz do środka i czujesz się jak w nowoczesnym lofcie albo w kokpicie statku Enterprise. Kierownica ma totalnie odjechany, design i świetnie leży w dłoniach. Zamiast klasycznych zegarów pod daszkiem, mamy wolnostojący tablet 10,25 cala. Zero ramek, zero daszków – czysta cyfrowa forma. Wygląda to lekko i mega nowocześnie. Ekran multimediów jest wkomponowany w konsolę, a panel klimy jest dotykowy, ale działa tak sprawnie, że wybaczysz mu brak pokręteł. A co na tunelu środkowym? Zapomnij o wajchy zmiany biegów. Tutaj rządzisz przyciskami (Shift-by-Wire) – klikasz D i lecisz. Obok masz miejsce na kubki, podłokietnik i centrum sterowania fotelami (grzanie, wietrzenie – pełen luksus). Całość wygląda minimalistycznie i bardzo „tech”.

Chillout room na kołach

Jeśli chodzi o vibe w środku – jest przestronnie i mega wygodnie. To nie jest ciasna klitka; z tyłu Twoja ekipa rozsiądzie się wygodnie, a kanapa ma regulowane oparcia, więc można się zdrzemnąć w trasie. Ale największy bajer to system nawiewu Multi-Air. Zamiast dmuchać zimnym wiatrem prosto w twarz, powietrze sączy się delikatnie przez tysiące mikrootworów w desce. Komfort termiczny level master. Materiały? Nie ma lipy. Tapicerka na drzwiach i desce jest miękka, przyjemna w dotyku i wygląda na taką, która przetrwa lata. Fotele w tej wersji są obszerne i wygodne, idealne zarówno na szybki przelot przez miasto, jak i trip na drugi koniec Europy. Czujesz się tu po prostu zaopiekowany.

Hybrydowa bestia

Przejdźmy do konkretów, czyli tego, co napędza ten wóz. Testujemy wersję PHEV 1.6 T-GDI 4WD. Co to znaczy? Że masz tu silnik benzynowy i mocny silnik elektryczny, które razem wypluwają systemowe 265 KM (w specyfikacjach często 253-265 KM, ale wierzcie mi – to najmocniejsza opcja). Do tego 350 Nm momentu. To auto nie jeździ, ono się odpycha! System hybrydowy to majstersztyk. Masz baterię, którą ładujesz z gniazdka (w domu lub na słupku) i możesz przejechać na samym prądzie około 50 km. Czyli do pracy i z powrotem za grosze, w ciszy absolutnej. A jak wciśniesz gaz do dechy, oba silniki łączą siły, a 6-biegowy automat (klasyczny, nie wyjce CVT!) płynnie wbija biegi. Napęd 4×4 daje pewność, że nie „zmielisz” kołami przy starcie spod świateł.

Jazda: Miejski spryt i trasowy połykacz kilometrów

Jazda tym autem po mieście to czysty relaks. W trybie elektrycznym suniesz bezszelestnie, mijając stacje benzynowe z uśmiechem. Zawieszenie wybiera dziury tak, że nawet polskie drogi wydają się gładkie. Parkowanie? Easy. Dzięki kamerom 360 stopni widzisz auto z lotu ptaka – wciśniesz się w każdą lukę pod modną knajpą, nie martwiąc się o felgi. W trasie Tucson zmienia się w stabilny krążownik. Mocy jest pod dostatkiem, żeby wyprzedzać bez stresu. Spalanie? Jak masz naładowaną baterię – w mieście prawie zero benzyny. Jak prąd się skończy, auto działa jak zwykła hybryda i pali rozsądne 6-7 litrów, a w trasie przy autostradowych prędkościach łyknie koło 8-9 litrów. Jak na taką moc i napęd 4×4 – wynik bardzo spoko.

Werdykt

Hyundai Tucson PHEV to auto dla ludzi, którzy nie lubią kompromisów. Wygląda kozacko, ma technologię, która zawstydza konkurencję (podgląd martwego pola na zegarach po włączeniu kierunkowskazu to życie!), i jest po prostu ultra-komfortowe. To nowoczesny gadżet na kołach, który dowiezie Cię wszędzie w świetnym stylu. Bezpieczeństwo, asystenci jazdy, design – tu wszystko się zgadza. Cena tej zabawy? Wersja Plug-in startuje od okolic 215 900 zł. Tanio nie jest, ale za ten „look” i technologię warto zapłacić. Jeśli szukasz SUV-a, który nie jest nudny jak flaki z olejem – właśnie go znalazłeś.

Portal o nowych technologiach, sztucznej inteligencji (AI), lifestylu, motoryzacji, stylu, smartfonach, komputerach oraz wszystkim, co kształtuje naszą współczesną rzeczywistość.
NEWSLETER
ZAPISZ SIĘ I BĄDŹ Z NAMI NA BIEŻĄCO
© 2025 SmartYou. All rights reserved.